16 kwietnia 2016

Upadnijmy czasem

"Przyznaj się, czasami chciałabyś, żeby pozwolili Ci być słabą. Żeby ktoś po prostu Cię przytulił, ukołysał jak małe dziecko i nie oczekiwał lepszego charakteru, lepszych ocen, szczuplejszego ciała i szczerszego uśmiechu. Pozwoliłby Ci się wypłakać i przez tą jedną pieprzoną chwilę mogłabyś się rozpaść w czyichś ramionach. Potem wstaniesz taka jak zawsze, ale każdy z nas potrzebuję takiego momentu. Kompletnego upadku, całkowitej akceptacji otoczenia i wtedy, kiedy już jest najbardziej żałosnym człowiekiem jakiego znasz, on odbija się od dna i znowu jest silny. Czasami pozwól komuś umrzeć na Twoich rękach."


Przyznaj się. Nie raz, nie dwa chciałbyś upaść i nie zostać przy tym ocenionym. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje prawa i obowiązki. Ale żyjemy w takich czasach, kiedy ważniejsze jest to, co nosisz NA ciele niż W ciele. Są ludzie, którzy cieszą się z naszych porażek zamiast podejść, porozmawiać i spróbować pomóc. Ludzi uszczęśliwiają nasze upadki, gorsze oceny. Znam osoby, które bez skrupułów potrafią oblecieć Cię wzrokiem z góry na dół przy jakiejkolwiek okazji. Zauważyłam to z doświadczenia. I to od Ciebie tylko zależy, czy będziesz się tym przejmować, czy z ironicznym uśmiechem na ustach przejdziesz obojętnie.
Codziennie starasz się być silny, starasz się być najlepszą wersją siebie, a czasami jedyne, czego potrzebujesz, to trochę wyluzować. Włączyć chill. Wyłączyć myślenie. Odciąć się od wszystkiego i pomyśleć tylko o sobie albo o... niczym. Ja zazwyczaj wybieram drugą opcję, choć ciężko przychodzi mi niemyślenie o niczym. Trzeba się nauczyć tego, szczególnie kiedy jesteś wrażliwcem. Może tego nie widać, ale niestety przyjmuję wszystko do siebie za bardzo. Patrzę w lustro i jestem niezadowolona. Czytam Dostojewskiego i myślę sobie, po co on to napisał. I rozpadam się, upadam, wyłączam się dla świata a w gorszym przypadku rzucam cięte słowa na nieszczęśliwa, który się znajdzie na mojej drodze -tracę wtedy kontakt z lepszą stroną charakteru. Rozpadam się w czyichś ramionach albo i w żadnych. Umiem upadać w samotności, bo to w gruncie rzeczy da się opanować. A potem wstaję silniejsza, nawet jeśli miałoby to trwać parę ułamków doby. Wstaję, odbijam się. Każdy z nas ma takie momenty. Ludzie nie mogą być ciągle szczęśliwi. Nie możemy ciągle się uśmiechać i udawać na siłę dobrego charakteru, którego nie mamy, szczęścia, które ulatuje w samotne wieczory. Jesteśmy ludźmi i mamy swoje prawa do szczęścia, ale i do gorszych momentów. Nie przekonuję do życia w nieszczęściu, chcę tylko powiedzieć, żebyśmy byli człowiekiem dla człowieka. Nie oczekujmy zbyt wiele. Upadnijmy czasem, ale podnieśmy się silniejsi. Każdego dnia są nowe niespodzianki, a życie lubi zaskakiwać.

2 komentarze:

  1. Tak samo bycie optymistą nie polega na ciągłym szczęściu i nieustannym uśmiechu. To umiejętność odnajdywania dobrych stron, nawet w tych fatalnych sytuacjach. Każdy potrzebuje czasem tej chwili, kiedy pozwala sobie na słabość, kiedy opanowują go złe siły. A dlaczego> Choćby dlatego, by mieć porównanie. Późniejsze szczęście sprawi podwójną radość, gdyż ciąż w naszej pamięci tkwi obraz niedawnych niepowodzeń. Starajmy się być szczęśliwi, ale nie bójmy się porażek. One tez są niezbędne w drodze do sukcesu.

    http://p-ann.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Przed wszytstkimi udaję, że jestem silna, że nic mnie nie rusza. Prawda jest taka, że coraz częściej upadam, potrzebuję bliskości drugiej osoby, której nie dostaje.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Na wszelkie pytania, sugestie odpowiadam pod postem.