12 lipca 2017

Drogi Mężczyzno... Ona chce Cię prawdziwego

Kiedyś podczas rozmowy zupełnie nieprzypadkowo zarzucił mi pewien znajomy feminizm. I o ile nie do końca dobrze mnie znał, bo tylko tyle na ile sama mu pozwoliłam, to wiadomo, że się pomylił. Oczywiście po chwili z uśmiechem zarzuciłam, że to nieprawda, on ze śmiechem dążył do swojej racji. Lubiłam stawiać sprawy jasno, riposty same pchały mi się za często na język, byłam (i nadal jestem) szczera i trochę miałam w sobie indywidualistkę. Może to go zmyliło z tropu. Feministka ze mnie żadna, preferuję po prostu sprawiedliwość płci.  Kobieta nie jest gorsza, jeśli coś tam i mężczyzna też nie musi być gorszy, o ile coś tam coś tam... Wiecie, wszyscy są równi i te sprawy. Żadna płeć nie jest gorsza od drugiej, o ile zachowujemy się fair wobec siebie. Naprawdę fair, a nie jakieś tam małe oszustwa na boku i niedopowiedzenia wiszące w powietrzu. I tak pewnego wieczoru, wyszłam z dziewczynami, bo chciałam odreagować, co męczyło wewnętrzną mnie. Skończyło się tak, że jedną z przyjaciółek odprowadziłam do domu. Było już bardzo późno, wracałam sama przez pół miasta. Pamiętam obraz ulicy i ciepłą barwę lamp. Czasem jakieś auta mnie wymijały. I najśmieszniejsze jest to, że normalnie powinnam wrócić do domu po około dwudziestu minutach, wróciłam znacznie później. Wyminęłam kilku znajomych, odmówiłam podwózki czy tego browara przy wschodzie słońca, chciałam być fair. Sama z siebie. No i był wczesny poranek, nie miałam ochoty na nic. I wróciłam w końcu do tego domu z uczuciem pustki, a zarazem zamieszania. Ku mojemu zaskoczeniu, ujrzałam ich dwóch. Palili papierosy na tarasie w ogrodzie. Dym unosił się w górę. Usiadłam obok i zaczęłam rozmowę. Z tej rozmowy dość prostej, doszliśmy do tematu na czasie. Moich rozterek sercowych i ogólnych myśli o facetach. Rozumiecie? Bo ja nie. Nie rozumiałam wtedy facetów, nie żebym kiedykolwiek ich zrozumiała, ale poznałam jeden wyjątek.  I był tak wyjątkowy, że trudno było go czasami rozgryźć. Rozmawiałam więc o facetach z facetami, dorosłymi już, więc mieli jakiś bagaż życiowych porażek i sukcesów. Oczywiście z nami, kobietami. I przechodząc do głównego tematu tego postu, zdałam sobie wtedy sprawę, po czwartej nad ranem, z jednej ważnej rzeczy. 

7 lipca 2017

Wiesz jak umierają gwiazdy?

Myślałam o tym, jak doskonale ziemia unicestwia to wszystko, co jest człowiekiem: ambicje, pragnienia, uczucia; to wszystko, co jest ważne, pulsujące życiem, zdobyte i nie zdobyte na równi. 
Dzień na dniem, ściemnia się i świta. Czas umyka. Kolejny ten sam sen, znów się nie spełnia. I słyszysz coś, co boli, dociera to do Ciebie powoli. Obiecałeś sobie coś przed Bogiem i z nadzieją patrzysz na nabrzmiałe niebo. Łono Abrahama ogarnęła ciemność, podobnie jak myśli w mojej głowie. Uczucie zimna emocjonalnego, zawroty i powroty, konstelacje wspomnień i słów, które nigdy nie wyszły na zewnątrz. Obiecałeś sobie nie runąć. I nagle wszystko zaczyna ciągnąć cię w dół, a czas nie chce się cofnąć. I nie zda sobie sprawy nikt, jak bardzo potrzebujesz bezpiecznej przystani. Kroczysz sam przez pustą drogę.  Od Srebrnego Globu odbija się twój własny cień, nawet on jest większy od ciebie. Jedyny, który z Tobą stawia kroki. Pamiętam, kiedy jeszcze inny był tu powietrza zapach. Odważnie podnosisz twarz, źrenice się wyostrzają od tej ciemności. Uderza niespodziewanie sumienie i chłód, zimniejszy od tego z biegunów. Płucom ciężej pracować, serce niewyobrażalnie szybciej pompuje krew, mózg traci panowanie nad natłokiem myśli. Wariujesz na pół etatu. I nie wiem już, czy tylko wariaci są coś warci ma wciąż jakieś znaczenie. Studzisz stres, koisz bojaźń. A dym truje, wędruje, ulatuje. Zakrywa widok na tarczę Księżyca. Siedzę samotnie na tym molo, wśród drzew, wśród wody, wśród tej ciemności. Mgła unosi się nad wodą, a klimat jest niesamowity. Słychać coś w oddali, ale kto by się tym przejął? Podnoszę wzrok ku górze i widzę kosmos. Kosmos myśli, uczuć i gwiazdy które kiedyś umrą.. Wiesz jak umierają gwiazdy? 
Powoli, niezauważalnie i przypomni sobie o nich nagle, gdy zobaczy ją na niebie w pięknej, ale w gruncie rzeczy najprzykrzej pozycji -upadającej. Brzmi znajomo? Oby nie. 
Dotykamy się, czujemy dreszcze. Przytulamy się, to za mało. Kochamy się, niedokładnie. Szanujemy się, niewystarczająco...
Myślałam o tym, jak doskonale ziemia unicestwia to wszystko, co jest człowiekiem... Myślałam o tym, jak doskonale człowiek może dokonać niemożliwego zdobywając czyjeś zaufanie. I jak łatwo możesz je stracić przez jeden gest, jedno spotkanie, słowo, jeden czyn i przez wątpliwość. I jak bardzo możesz się topić w uczuciach, które przelałeś w drugiego człowieka. Przestać się bronić, czuć aż do bólu, upadać na łopatki, przysięgając na Boga. Tak umierają gwiazdy. Myślałam o tym...

23 czerwca 2017

Daj spokój. I bądź dorosły

Nie potrafię przespać ostatnio całej nocy. Wiercę się, przewracam z boku na bok... I to wszystko mija mi się z celem. Wszystko. Piję więcej kawy, która nie daje mi już energii. A czasem nie wypiję jej wcale i jakoś zbieram w sobie siły, i mogę góry przenosić. I wtedy właśnie wiem, że żyję. Na chwilę, bo tak bywa. Trochę taka sinusoida. Niszczę plany, które sobie postawię. Przebudzam się po trzeciej nad ranem albo tuż przed szóstą. Nie wiem, dlaczego tak. I nie mogę wtedy zasnąć. Obserwuję ciemne niebo albo słońce, które wschodzi. Spotykam ludzi jak zwykle niespodziewanie. Niespodziewanie zbywam. Jeszcze chyba nigdy nie miałam tak, by nie mieć ochoty na poznawanie nowych twarzy. I nie mieć ochoty na rozmowę z tymi określonymi przeze mnie z góry. Nie chcę być niemiła, ale też nie chcę nowości, a czasem trudno połączyć jedno z drugim, by wyszło bez szwanku. W głowie dosłownie panuje mi burza myśli. Tyle rzeczy się zmieniło na przestrzeni kilku lat, ba, kilku tygodni. Dzisiaj kiedy weszłam do tej sali, na której jutro mój tata będzie tańczył drugi swój pierwszy taniec ze swoją już żoną, przeszło przeze mnie tyle emocji, że tak szczerze nie potrafiłam tego ogarnąć po ludzku, racjonalnie. To trochę osobiste, pisać tak o uczuciach, ale tak ogólnie mówiąc, cieszę się. Niech będzie, że się cieszę, bo czemu nie miałabym.W pewnej części na pewno, w końcu śluby są piękne. Relacje międzyludzkie są piękne, nawet te nowe mają w sobie coś, co czasem jest lepsze od tych staroci. Czasem się psuje coś i nie da się już tego naprawić. Rozwody. Rozstania. Życie. Wszystko może być piękne, jeśli się do tego dąży. Jeśli tylko ludziom zależy na sobie i walczą, kiedy się gubi rozsądek i zbliżają, kiedy zawieje chłodem. I iść do przodu, nie zawracać. Rozkręcić swoje mechaniczne wnętrze na części pierwsze. Krzyczeć głośno, śmiać się głośniej i kochać mocniej. Zgubić czasem ten cholerny rozsądek i polubić emocje, nie chcieć dojrzeć. Czasami. Daj spokój. I bądź dorosły. 

1 czerwca 2017

w okrutnych sytuacjach

trzeba wdzięku
by pozostać dobrym
w okrutnych sytuacjach