5 listopada 2016

LICZĄ SIĘ CHWILE, LUDZIE I EMOCJE

Mój czas popełnia samobójstwo. Dzisiejsza kawa smakowała dokładnie jak ta we wtorek, a w moich myślach wciąż tkwi poranek z siedmiu dób wcześniej. To zaskakujące, jak szybko leci dzień za dniem, godzina za godziną. Wychodzę z domu rano, wracam dopiero wieczorem. Jak to jest? Ze stu procent baterii robi się zaledwie piętnaście, w najgorszych wypadkach trzy. Po czym pada, zupełnie jak ja. Mogłabym wam marudzić, jak mi źle, że całe dnie spędzam w biegu albo jak marnuję czas na pierdoły. To jednak nie byłabym prawdziwa ja. W końcu, po paru miesiącach, wracam na dawne tory. Moje tory, w moim tempie. Wiecie... Intensywne dni, spontan i kawa. To, co lubię i nie chcę przestać. Lubię jeździć autem, lubię napić się dobrej kawy i pośmiać się z przyjaciółmi. Pośmiać się trochę bardziej. Tak, by inni najlepiej słyszeli i myśleli co z nimi jest? Wszyscy mi już chyba mówili, że odżyłam. I chyba tak, chyba coś w tym jest. Czasem trzeba się zatrzymać, aby ruszyć. Czasem trzeba czasu, aby zrozumieć siebie i cały ten świat. Najważniejsi są ludzie, którzy wtedy Cię otaczają. I cisza. I lampka wina. I czasem kłótnia, rozproszenie wszystkich złych emocji. Czasem ulubiony kubek z herbatą i szerokie ramiona. Uśmiech drugiej osoby, rozmowa z kimś obcym. I coś w tym jest. Skoro żyję, śmieję się i nakłaniam totalnie obcą mi kobietę do realizacji swojego marzenia, skoro uśmiecham się do przypadkowego kasjera, jadę przed siebie i dostrzegam wszelkie detale. Skoro leżę wieczorem na łóżku, patrzę się w sufit i myślę sobie to był cholernie dobry dzień. Musi coś w tym być. Liczą się chwile, emocje i ludzie. Żadne głupie książki, żadne niekorzystne relacje, toksyczne związki, głupie przyjaźnie czy pieniądze i to, jaki chleb wybierzesz. Ostatnio nauczyłam się jednego, bardzo ważnego. Łap to, co ucieknie i już nie wróci. Tym, co Ci ucieknie przez palce to właśnie te chwile, te emocje i ci ludzie. Zdałam sobie tą sprawę w dość smutnym miejscu, o zimnej porze. Nie przez pogodę, a przez ten klimat, jaki tam panował. Możesz się domyślić, gdzie. Zdałam sobie sprawę, że czasem warto poświęcić coś dla czegoś ważniejszego. Czasem wolę odpuścić funkcje i deltę, a poświęcić się bliskim relacjom. Bo kiedyś, za jakiś czas, oni odejdą i już nie będę mogła do tego wrócić. Ten moment nie powtórzy się już. Deltę będę mogła męczyć jeszcze na emeryturze. Ich męczyć już nie będę mogła. I właśnie mimo tego biegu, w jakim jestem ostatnio codziennie, już od wielu tygodni, staram się im poświęcić siebie tyle, ile mogę. Pamiętajcie to, co zawsze powtarzam. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Ale o tym przecież każdy wie... 
Miłego weekendu, kochani. Trzymajcie się ciepło i razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Na wszelkie pytania, sugestie odpowiadam pod postem.