23 września 2015

Przyjaciele -pierwszy smiech, pierwsza kłótnia

Przeglądając te wszystkie mądre słowa mądrych ludzi, idzie się pogubić. Z jednej strony "to" jest dobre, a z drugiej już niekoniecznie. Świat jest pogmatfany, ludzie są obojętni. Hemingway miał rację jednak, że każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny. Pamiętacie swoje pierwsze przyjaźnie? Swój pierwszy dzień w szkole, pierwszą kłótnię z przyjacielem, pierwsze podzielenie się radą, gestem, dobrym słowem? Puśćmy film do tyłu. 


W moim przypadku dokładne jedenaście lat, pierwszy września 2004 rok. Pierwszy dzień podstawówki. Miejsce, gdzie poznałam moją pierwszą prawdziwą przyjaciółkę. Śmieszna sytuacja, zapoznały nas ze sobą nasze mamy. Nie wiem, dlaczego tak wyszło. Może byłyśmy nieśmiałe albo zbyt zajęte, podekscytowane nowym otoczeniem. Dość szybko znalazłyśmy wspólny język, obie ściągałyśmy od siebie nawzajem na testach, haha. Nie zawsze oczywiście, ale zdarzało się. Pamiętam, jak pani zapytała się nas, która od której ściągnęła zadania. Pamiętam, jak Daria wylała na moją różową spódniczkę mleko czekoladowe. Wiecie, były takie w plastikowych kubeczkach. Musiałam później chodzić w spodenkach od wuefu, a moja spódniczka pachniała tym mlekiem, haha. No nie zapomnę tego. Później, kilka lat później, ja zrobiłam coś gorszego z jej spodniami, ale to już może nie będę tutaj wspominać lepiej. Miałam takie niemieckie pocztówki z psami, rybami i miśkami -niektóre z nich wybierałyśmy i pisałyśmy na siebie. Do dzisiaj mam te od Darii, świetna pamiątka! Albo opowiem wam, jak złamała mi ołówek na matematyce. Ta dziewczyna zapomniała swojego ołówka, ja, na żarty co prawda, nie chciałam jej oddać swojego. Ciągnąc go z innych stron każda, złamał się. Hahah, no i nie przydał już jej się. No cóż. Na tej samej lekcji Karinie chyba wylało się... znowu to mleko, dziwne. Wylało jej się mleko, z jej winy oczywiście. No bo jak rzuci się plecakiem w niefortunny sposób na ławkę, tak że zleci na podłogę, to armadegon w plecaku gotowy. Oczywiście pod warunkiem, że macie coś w środku, co może pęknąć bądź się potłuc. Wracając do tematu. Mam zdjęcia z naszej Krainy MilkyWaya. Taa, nazwałyśmy tak boisko szkolne, na którym po prostu było pełno mleczów. Niestety potem nam to zburzyli, tak powstał dzisiejszy orlik. Pamiętam wiele, wiele chwil. Nie sposób to wszystko tutaj opisać, tyle tego jest. Poza tym jakaś prywatność musi pozostać, taka kolej rzeczy.
Nie pamiętam, kiedy dokładnie zaprzyjaźniłam się z Kariną. To było jakoś w piątek klasie (jeny, mam nadzieję, że się nie pomyliłam, bo by było haha). Co najlepsze wcześniej nawet nie zwracałam na nią uwagi, mimo że chodziłyśmy do tej samej klasy. Serio, nawet jej nie pamiętam z pierwszych lat podstawówki, nie wiem dlaczego tak wyszło. Jednakże przyjaźń z Kariną to była, jest!, jedna z lepszych znajomości, jaka mi się przytrafiła. To jest człowiek humoru! Chodzący wirus, od którego śmiejesz się. Haha, trochę dziwnie to ujęłam, ale inaczej chyba nie potrafię. Karina zawsze mnie rozśmiesza, w życiu codziennym wystarczy, ze powie coś głupiego -tak jak to ostatnio wyszło. Brilly - really, wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi. Na początku naszej przyjaźni było różnie, jeśli mam być szczera. Kłóciłyśmy się głównie przez pierdoły. Ona była zazdrosna, były małe konflikty między nią a Darią, ale z czasem im przeszło. I dziś już jest OK. I to chyba najważniejsze, ponieważ bardzo nie lubiłam spięć przez to, wybierania między jedną a drugą -to było męczące po pewnym czasie dla każdej z nas. Mimo naszego odmiennego charakteru, dogadujemy się świetnie. Z Kariną różnimy się na pewno, ona jest trochę inna i ja jestem inna, ale szczerze? Myślę, że się w pewien sposób dopełniamy. Ona jest wielką romantyczką, ja realistką. Ona głęboko wierzy, ja podchodzę do tego z lekkim dystansem. Mimo tych odmian, mogę na nią liczyć. Karina jest dobrym człowiekiem, mogę to przyznać z ręką na sercu. Ma swoje humory, ale w prawdziwej sytuacji życiowej potrafi pomóc jak tylko może. Działa poprawnie wobec wszystkiego. I zawsze mogę na nią liczyć, szczególnie kiedy chcę zdjęcia! Hah, Karina to taki mój prywatny fotograf. Najlepszy, bo zawsze wie, czego i jak oczekuję. 
Przyjaźń z Kariną przyniosła przyjaźń z Żanetą. One dwie się jakoś zaczęły kumplować trochę przed zawarciem znajomości ze mną. Z Żanetką zawsze wszystko było harmonijne, osoba pełna ciepła. Cicha, spokojna, poukładana, ale wiecie... cicha woda brzegi rwie! Oczywiście w tym lepszym znaczeniu tego słowa. Żaneta jest osobą trochę niepewną, nie wiem dlaczego. Powinna mieć o sobie jak najlepsze zdanie. Jest dziewczyną odważną, dobrą i pomocną. Potrafi jednak powiedzieć coś ciętego, ale nigdy specjalnie i po to, by kogoś skrzywdzić. Z Żanetą mam kilka fajnych wspomnień, na przykład z takiej wycieczki. Siedziałyśmy razem i zaczęłam jej marudzić o jakichś faktach biologicznych, miała już dosyć, ale wytrwała ze mną do końca, haha. Nie moja wina, że Daria siedziała wtedy z Kariną, no cóż. Albo kiedy zrobiła na śniadanie jakieś koktajle, miały być orzeźwiające chyba. Noo.. były były. Dodawajcie sporo imbiru do koktajli, to wtedy na bank was postawi na nogi! Gorzkie niesamowicie, haha. Tysiące, dosłownie, tysiące zdjęć. Kilkadziesiąt śmiesznych filmików, które zawsze poprawiają mi humor w gorsze dni. 
Agatę poznałam podczas feriowego wyjazdu w góry. Wszystko zaczęło się w Gościńcu -cudowne miejsce tak w ogóle. Na początku trochę byłam nieśmiała, jakoś tak... Zaczęłyśmy rozmawiać. Po czasie okazało się, że mamy wiele wspólnego. Pamiętam, jak pokazała mi teledysk do coveru 1D One way or another. Od tej pory to była nasza wspólna piosenka, często ją słuchałyśmy. Zresztą do dzisiaj kojarzy mi się właśnie z Agatą. Niestety wyjazd po pewnym czasie zakończył się i trzeba było wracać do domu. Było to jednoznaczne z tym, że możliwe iż nie spotkamy się już. Jeśli mam być szczera, to wątpiłam w to, że się spotkamy po wyjeździe i że w ogóle będzie z tego jakaś znajomość. Agata mieszka jakieś 50km ode mnie, więc moje obawy były uzasadnione. No ale.. spotkałyśmy się już miesiąc potem! Agatę zaprosiłam do siebie na majówkę, spędziłyśmy chyba tydzień czasu wspólnie i było fajnie. Pamiętam jej słowa "ej, kupmy sobie dwulitrowe lody, zjemy je razem!". Do dziś mam w folderze nasze video z zakupów w Biedronce haha. No i do dzisiaj pamiętam, że nie dałyśmy radę zjeść całych dwulitrowych lodów. W dodatku to ja większą część wszamałam podczas filmu, hahah. Z Agatą utrzymujemy kontakt głównie telefoniczny i przez facebooka. Spotykamy się, kiedy tylko mamy czas. Staramy się jak najczęściej, ale wiadomo.. różnie wychodzi. Ostatnio miałyśmy szansę się spotkać w niedzielę. Głównie dzięki mojemu chłopakowi, który sam zaproponował takie wyjście. Agata to osoba, na którą można liczyć. Nie zawsze mam ochotę jej słuchać, haha, serio, ale zawsze mogę na nią liczyć. Ma wyjątkowo ciepłe serce i zawsze otwarte ramiona, przynajmniej dla mnie. Jednak, kiedy ktoś jej podpadnie, oj... No wiadomo. Czułe serce, cięty język. Tak bym mogła krótko ją opisać. Jest czasami wredna, ale nie dla mnie (uff...). Przyjaźń z dorosłą osobą niczym nie różni się od przyjaźni z kimś na poziomie twojego wieku -przynajmniej ja tak to odczuwam. Ale wiecie co? Fajnie, że ją mam. Zawsze mogę z nią pogadać na poważne tematy, a często sama mi doradzi. I nie tylko w sprawach uczuciowych. 
Człowiek powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić. Potrzebujemy kogoś, kto podniesie na duchu, zrozumie, przytuli, pocieszy i powie "głowa do góry, będzie dobrze!", "dasz radę", kogoś kto zapyta, co u nas, czy wszystko okej. Człowiek potrzebuje miłości, drugiej połówki -ale nie to mam dzisiaj na myśli. Miłość jest ważna, ale przyjaźń ot­wiera sze­roko ra­miona i mówi: nie pragnę wie­dzieć, nie oce­niam, tu­taj jest ser­ce, gdzie możesz spocząć. Nie zawsze przecież jest dobrze, wspaniale. Pojawiają się, jak to w życiu, trudne chwile, naprawdę t r u d n e  c h w i l e. Moje przyjaciółki zawsze przy mnie były w takich momentach, szczególnie Karina. Myślę, że zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Na każdą z nich mogłam liczyć w każdej sytuacji, każda z nich mi doradzała, pocieszała, a czasem też powiedziała gorzką prawdę, która była prawdziwa -nie często, ale jednak. Im mogę powiedzieć wszystko, pośmiać się, powygłupiać. O właśnie, przypomniało mi się coś jeszcze, ale no.. no nie napiszę tego tutaj, bo jeszcze ta osoba to przeczyta i dopiero będzie hahah. Tak czy inaczej, zdecydowałam się na ten post, bo czułam taką potrzebę. Dziewczyny mogą to traktować jako podziękowanie za tyle wspólnych lat, czytelnicy mogą zaś zazdrościć mi takich przyjaciółek, chociaż pewnie i wy macie kogoś takiego. W dzisiejszym świecie mieć przyjaciela, prawdziwego przyjaciela, to skarb. Znam wiele przypadków, gdzie przyjaźń zapowiadała się obiecująco, ale, z różnych przyczyn (głównie charakteru innych), nie wyszło. 
Best of the best!

2 komentarze:

  1. Ja nie mam takiej prawdziwej przyjaciółki od dawien dawna niestety. Ale mam mojego najlepszego na świecie faceta już od ponad siedmiu lat, z którym dzielę się każdym swoim problemem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja historia jest cudowna *.* super zdjęcia z przyjaciółkami najlepiej :D

    U MNIE NOWY POST! ZAPRASZAM!
    Komentarze i obserwacje mile widziane ;) Odwdzięczam się!
    MÓJ BLOG-KLIIK

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Na wszelkie pytania, sugestie odpowiadam pod postem.