.

22 października 2016

Nie mogę, a jednak już to zrobiłam

Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółką na temat bloga. Mówiłam, że chcę wykorzystać parę tematów i jedno zdjęcie, na którym jest ona. Moja najlepsza. Fotografii możecie już wyczekiwać, co prawda nie jest to nic z zakresu Demarcheliera, ale nie na tym to miało polegać. Było tak jak najbardziej lubię, spontanicznie i zupełnie niespodziewanie, ot tak. Migawka poszła. Rozmawiałam z nią i uświadomiła mi, jak dawno nie było tu z nic z mojej codzienności. Zwykłej, niezwykłej, nie wiem. To wszystko jest tak czasem pokręcone, że dobra książka by z tego powstała. I choć każdy post zawiera trochę mnie, to te z życia wzięte są najbogatsze w moją osobę. Zdaję sobie sprawę, jak ludzie są ciekawi życia innych. Może dlatego przestałam o tym pisać. Może wyłączyłam się z tej tematyki, bo nie do końca wiedziałam, jak ubrać to w odpowiednie słowa. Nie będę przecież pisać, że spotkałam się z nim, ale to nie to i serce mi nie pękło wcale z tego powodu. Nie mogę też napisać, że ostatnio tak głośno i pewnie rzuciłam słowo na K przy mojej przyjaciółce, że dopiero po chwili zorientowałam się, co ja powiedziałam. Emocje za kółkiem są czasami nieziemskie, mówię Wam. Nie mogę Wam napisać, że ostatnio miałam takiego doła, że o mało nie zaczęłam myśleć, czy wszystko ze mną OK. Albo jak miałam tak szalony humor, że mogłabym zakumplować się z Szalonym Kapelusznikiem. No nie mogę... A jednak już to jakoś napisałam. 

20 października 2016

Czego nauczyła mnie Anna Karenina

Lecz nadszedł czas i zrozumiałam, że nie mogę się dłużej okłamywać, zrozumiałam, że jestem żywa i nie winna temu, że Bóg mnie taką stworzył, jaką jestem - spragnioną życia i miłości.
Poznawałam ją od pierwszych minut. Młoda, piękna, dostojna, czarująca i... spragniona. Na pierwszy rzut oka wydawała się szczęśliwą kobietą, dobrą żoną i kochającą matką. Wierna przy boku swojego mężczyzny, nigdy nie patrzyła w przeciwną stronę niż on. Miała wszystko, a tak naprawdę nic. Wydaje mi się to lekkim paradoksem. W rzeczywistości przecież ją kochał, ale na swój, mniej pokaźny, sposób. Chciała namiętności, cholernego romantyzmu i miłości jak z bajki. Zabrakło jej tylko jego, bo wszystko inne z siebie już wygrzebała.
Dawny melancholijny wieczór przyczynił mi się do obejrzenia adaptacji rosyjskiej powieści. Pierwsze minuty były zaskakujące, pomijając napisy i inne dyrdymały. Teatr? Oni tak na serio? Ile można, kiedy, jak, gdzie, olej go! Klasyka! I żałość, niedosyt. Tydzień, dosłownie tydzień, zajęło mi wyproszenie wątków tego filmu i przeżycia jej koszmarnych, a zarazem jakże namiętnych błędów. Czego nauczyła mnie Anna Karenina? Z pewnością tego, że kobieta, jeśli chce, może tyle co mężczyzna, a nawet znacznie więcej.

11 października 2016

LUBIĘ CIĘ, ALE ZOSTAŃMY PRZYJACIÓŁMI

Przepadam za nim, ale on i ja - to nigdy, przenigdy nie mogło się udać. Czyli o kobietach, które Cię uwielbiają, ale nie kochają. O kobietach, które ku pogrzebaniu Twojego serca, chcą się z Tobą tylko przyjaźnić. 
Wiecie jak to jest. Poznajecie się przypadkiem, rozmawiacie chwilę i rzucacie szybkim tekstem pożegnalnym. Zaproszenie na Facebooku zaakceptowane, pierwszy czat, drugie hej, trzecie co tam. Spotykacie się, wsiadasz do jego auta i zwiedzacie we dwoje już znane Ci miejsca. Słuchacie dobrych kawałków, żartujecie, chwila ciszy i nagły temat. Ścigacie się na plaży, wygłupiacie jak dzieciaki nad wodą, a na molo rozmyślacie na głos pod całkiem gołym niebem. Dzwonisz do niego po lampce wina, spotykacie się i rozmawiacie, ale w inny sposób. Niby w normalny, ale bardziej śmiały. Do niczego poważnego nie dochodzi, wino to za mało, nie ma mowy. Wychodzicie na wieczorny spacer, zwierza Ci się z jej małych/dużych problemów. Wspomina o facetach, którzy jej nie rozumieją, którzy są jednak nijacy albo o rajtuzach, które kupiła o rozmiar za małe. Wielkie problemy mieszają się z błahymi. Przytulasz ją, bo tak będzie dobrze dla niej, a i Ty się pokażesz z innej strony. I zaczyna się to prędzej lub później. On zbliża się do Ciebie coraz bardziej. Coraz częściej chce wiedzieć, jak mija Ci dzień spędzony bez niego. Coraz bardziej się o Ciebie martwi i coraz to bardziej Cię docenia pod każdym względem. I wtedy zapala mi się czerwona lampka, już wiem co będzie. I wiem, że nie będzie dla dwóch stron to idealne rozwiązanie. Jak to jest, że się w niej zakochujesz, jesteś dla niej dobry, nie najgorszy z Ciebie Brad Pitt, a ona rzuca "lubię Cię, dlatego chcę tylko przyjaźni"? Jest kilka powodów.