21 stycznia 2016

Białe kłamstewka i inne frazesy

Psycholog Robert Feldman udowadnia w swej książce „The Liar in Your Life: The Way to Truthful Relationships” (Kłamstwo w twoim życiu: droga do szczerych relacji), że ludzie kłamią częściej niż moglibyśmy przepuszczać. Okazuje się, że ludzie najczęściej mówią nieprawdę w sytuacji, kiedy "nakazuje etykieta". Przecież  pracownica pralni wręczając nam świeże pranie mówi, że "cała przyjemność po jej stronie" albo szturchnięta osoba "nic się nie stało". Nazywa się to białymi kłamstewkami, większy kaliber to oszukanie nauczyciela lub szefa. Na najwyższym stopniu skali są kłamstwa, do których odnoszą się złodzieje i oszuści. Badania z 2006 r. dowodzą, że tradycyjne metody weryfikacji czyjejś prawdomówności są zawodne, np. o niczym nie świadczy fakt, że rozmówca unika kontaktu wzrokowego. Według Feldmana ludzie kłamią, bo jest to niezwykle proste. I ma w tym trochę racji. Nie wszyscy mają ten sam powód oczywiście, ale zazwyczaj o to właśnie chodzi. Ale czy to wszystko się opłaca? No można by było spekulować. Zapewne znaleźli by się zwolennicy i przeciwnicy, ale to już nie będę rozstrzygać. Temat jest głęboki jak morze.
 

18 stycznia 2016

Wzór na smutny poniedziałek, czyli poznajcie Blue Monday

Słyszeliście może kiedykolwiek do wzorze na najsmutniejszy dzień w roku? Wcale nie mam tutaj na myśli celowego zepsucia sobie dnia. Poniedziałki są depresyjne, ciężkie i trudne do zniesienia. Według Brytyjczyków trzeci poniedziałek stycznia to najgorszy dzień roku. Nazywa się on Blue Monday. Autorem pseudonaukowej koncepcji jest psycholog dr Cliff Arnal z Cardiff University. Jego badania trwają od roku 2004.  Wzór na "smutny poniedziałek" jest następujący:
gdzie:
  • W – pogoda (ang. weather)
  • D – dług, debet (ang. debt)
  • d – miesięczne wynagrodzenie
  • T – czas od Bożego Narodzenia (ang. time)
  • Q – niedotrzymanie postanowień noworocznych
  • M – niski poziom motywacji (ang. motivational)
  • Na – poczucie konieczności podjęcia działań (ang. a need to take action)
Termin Blue Monday uznawany jest za pseudonaukę, czyli rodzaj nieakceptowanego powszechnie przez środowisko naukowe zbioru twierdzeń. Niektórzy traktują ten dzień poważnie, inni zaś uważają Blue Monday za nonsens i sprzeczność z nauką, a nawet logiką. Jednak muszę przyznać, że mnie samą zainteresował ten termin i postanowiłam się w niego wczytać głębiej. Ciekawe jest, że tak wiele jeszcze nie wiemy... No cóż, mam nadzieję, że Brytyjczykom funtów w portfelu nie brakuje, a postanowienia noworoczne idą jak z górki! ;)


15 stycznia 2016

I jak biało, i jak chłodno...

Ile śniegu napadało! Jestem zaskoczona tym obrotem pogody. Zaskakujące, jak wszystko potrafi się zmienić w ciągu jednego dnia, kilku godzin... I jak chłodno może się stać, ale w gruncie rzeczy przyjemniej. Tydzień nie był tak ciężki, jak dzisiejszy dzień. Źle się czułam, a w dodatku obowiązki same się nie zrobiłyby. I tak naprawdę dopiero teraz mam czas tylko dla siebie. Chwila wyciszenia przy herbacie i ulubionym serialu. 

9 stycznia 2016

Kiedy wkraczam w nowy etap swojego życia

Wczoraj do Ciebie nie należy. Jutro niepewne... Tylko dziś jest Twoje. 
Moje.
Styczeń to miesiąc, za którym nie za specjalnie przepadam. Głównie ze względu na chłód, z jakim się go kojarzy. Nie przepadam za długimi nudnymi miesiącami ani za czekoladą deserową. I mam awersję do mijającego czasu. Lata mijają, a człowiek się starzeje. Wciąż pamięcią sięgam do najlepszych momentów dzieciństwa. W mojej głowie skupiają się wizyty u rodziców taty, głównie te latem, bo były beztroskie! Soczyste truskawki z pola babci, świeże mleko z pianą na ustach i krowa, którą lubiłam. I kury, za którymi zawsze biegałam jak to dziecko. Pamiętam wypady do cioci, wspólne baseny, a zimą narty. Buszowanie w garderobie albo w jej sklepach. Zimą odgrzebuję reminiscencje z świąt Bożego Narodzenia u siostry taty. Wspominam je z wielu powodów, nie tylko tych, że był wtedy normalnie śnieg i Mikołaj, a właściwie mój kuzyn w stroju tego oto pana, ale chociażby z tego, że tęsknię za tym czasami. 
Dzieciństwo mnie rozczula i sprawia, że je uwielbiam. Nostalgia dopada mnie w te styczniowe wieczory... Styczeń to nie tylko miesiąc, część pory roku. W styczniu, ósmego dnia, urodziłam się. Zawsze byłam spokojnym, grzecznym dzieckiem. Przynajmniej tak się mówiło, bo wiecie... Różnie to bywa. Nie sprawiałam większych problemów w zerówce czy w szkole. Rodzice darzyli mnie wielkim zaufaniem i pozwalali na rozwijanie swojej osobowości, celów i tego, co mnie pasjonowało. Rodzina była dla mnie jednym z ważniejszych aspektów życia, chociaż jako samotnik preferuję własne cztery kąty. Jako dziecko byłam całkiem inna niż teraz. To normalne, w końcu człowiek zmienia się wraz z czasem.Dojrzałość przychodzi z wiekiem, pojawiają się pewne cele, ambicje i chęci coraz szersze są. Chcemy więcej i więcej. Zaczynamy rozumieć wartość i nietrwałość. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszystko co piękne jest wieczne, że świat jest nieprzewidywalny i los daje czasem nieczyste karty. Rozumiemy logarytmy, ale dostrzegamy trudności z zrozumieniem, pogodzeniem się ze startą czegokolwiek, kogokolwiek... Nic nie zostaje takie samo, a perfekcja nie istnieje. Osiemnaście lat minęło mi jak ekspresowy pociąg. Poznałam tyle rzeczy, tylu ludzi, przeżyłam różne sytuacji, które nie raz sprawiały, że trudno było mi się podnieść z dna i nie raz obrastały mnie w piórka. A teraz kiedy osiągam dorosłość, wkraczam, jak to się mówi, w nowy etap swojego życia, jestem pewna, że czeka mnie jeszcze więcej życia i jeszcze więcej piórek, upadków oraz pociągów. Trochę jeszcze ta liczba do mnie nie dociera, chociaż jak tak rozmyślałam parę godzin temu, to zdałam sobie sprawę, że przecież ja już wcześniej byłam dojrzała, a 18. to była kwestia czasu.
Na tą specjalną okazję, mam skromne, ale wymagające życzenie. Będzie wymagało zaangażowania z mojej strony i życzliwości innych ludzi. Chciałabym, aby... Ale to może zostawię dla siebie:)
Przy okazji chciałam podziękować za wszystkie życzenia, oby się spełniły! :) Miłego dnia, buziaki!

6 stycznia 2016

(Nie)utracona pamięć

Traumą można nazwać blizną duszy. Życie bywa nieprzewidywalne i zaskakujące, a czasami stawia nas nawet w niebezpiecznej i nieprzyjemnej sytuacji. Chcemy wierzyć, że to, co wydaje się być dla nas najgorszym, nie spotka nas. Wierzymy głupio każdego dnia, bo przecież, jak coś takiego mogłoby się stać. Mnie? Nie... Tak być nie może. A jednak. Bang. Spada to na Twoje barki bez zapowiedzi albo podąża za Twoimi plecami po cichu. Wiem coś o tym..
Takie zdarzenia bywają dla nas impasowe, męczące, gorzkie. Zostajemy głęboko zranieni, wytwarza się na podłożu psychicznym lęk, a czasami nawet fobie czy zaburzenia psychiczne. Osoba boleśnie doświadczona traci poczucie bezpieczeństwa, wiarę w sens życia, a nawet w innych... Poczucie niskiej wartości często towarzyszy takiej właśnie osobie, dodatkowo często odczuwa utratę kontroli nad własnym życiem i postępowaniem. Przykrymi skutkami może stać się choroba czy ucieczka w alkohol i inne substancje odurzające. Doświadczenia traumatyczne nie mijają, nie można zapomnieć. Wracają na nowo pod postacią obrazów, dźwięków, wspomnień, pewnych powiązanych ze sobą miejsc. Niektórym zanikają ludzkie symptomy pod postacią wzruszeń, wypłakania się z różnych przykrych powodów, niemożność prowadzenia rozmowy z rówieśnikami. Od razu nasuwa nam się pytanie: co możemy zrobić, jak możemy pomóc? Cóż.. Szczerze to nie znam dobrej odpowiedzi na to pytanie. Możemy próbować poprzez zawiadomienie bliskich czy pedagoga szkolnego. Chociaż i te wyjścia bywają burzycielskie. Jednego możemy być pewni. Takie osoby nie powinny zostawać same sobie. Bądźmy dla nich, rozmawiajmy, kiedy tego będą oczekiwać. Wyciągajmy ręce z pomocą.  Zaufanie, zrozumienie i chęć współpracy jest elementem nie do ominięcia w takich sytuacjach. Jednak do harmonii życia trzeba samemu chcieć powrócić. A że jesteśmy różni, nie każdy potrafi ruszyć dalej i zapomnieć.

1 stycznia 2016

Happy (not necessarily) new me!

2015 był dla mnie rokiem zaskakującym, spróbowałam wielu nowych rzeczy, nauczyłam się więcej i lepiej (niekoniecznie mam na myśli szkołę), poznałam wielu fajnych ludzi, a co za tym idzie miałam wiele ciekawych, czasem szalonych przygód, fantastycznie spędziłam wakacje, przeżyłam swoje wzloty i upadki. Sukcesy dodawały mi skrzydeł, porażki je podcinały. Podjęłam wiele ważnych dla mnie decyzji i zrozumiałam, że życie nie będzie już fair. Zachowywałam zimną krew i wybuchałam niekiedy jak wulkan. Wiecie... są gorsze dni, a czasami nawet tygodnie. I miesiąc też może być gorszy. Rok 2015 za nami, dziś zaczęliśmy pierwszy rozdział z trzystu sześćdziesięciu pięciu. Mam nadzieję, że ten czas będzie lepszy niż poprzedni! Tymczasem zalecam więcej wypoczywania i chill outowania w te gorsze dni. Koc i cisza to ostatnio moje najlepsze lekarstwa. 
Udanego!