.

22 października 2016

Nie mogę, a jednak już to zrobiłam

Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółką na temat bloga. Mówiłam, że chcę wykorzystać parę tematów i jedno zdjęcie, na którym jest ona. Moja najlepsza. Fotografii możecie już wyczekiwać, co prawda nie jest to nic z zakresu Demarcheliera, ale nie na tym to miało polegać. Było tak jak najbardziej lubię, spontanicznie i zupełnie niespodziewanie, ot tak. Migawka poszła. Rozmawiałam z nią i uświadomiła mi, jak dawno nie było tu z nic z mojej codzienności. Zwykłej, niezwykłej, nie wiem. To wszystko jest tak czasem pokręcone, że dobra książka by z tego powstała. I choć każdy post zawiera trochę mnie, to te z życia wzięte są najbogatsze w moją osobę. Zdaję sobie sprawę, jak ludzie są ciekawi życia innych. Może dlatego przestałam o tym pisać. Może wyłączyłam się z tej tematyki, bo nie do końca wiedziałam, jak ubrać to w odpowiednie słowa. Nie będę przecież pisać, że spotkałam się z nim, ale to nie to i serce mi nie pękło wcale z tego powodu. Nie mogę też napisać, że ostatnio tak głośno i pewnie rzuciłam słowo na K przy mojej przyjaciółce, że dopiero po chwili zorientowałam się, co ja powiedziałam. Emocje za kółkiem są czasami nieziemskie, mówię Wam. Nie mogę Wam napisać, że ostatnio miałam takiego doła, że o mało nie zaczęłam myśleć, czy wszystko ze mną OK. Albo jak miałam tak szalony humor, że mogłabym zakumplować się z Szalonym Kapelusznikiem. No nie mogę... A jednak już to jakoś napisałam. 


Doskonale wiem, co chciałabym czasem napisać, ale niektórych rzeczy nie wypada. Bo ludzie już tacy są, słowa interpretują na swój własny sposób. A ja nie chcę wyjść po raz kolejny na feministkę, bo jakiś facet przeczytał tutaj, że kobieta powinna mieć jakieś cele w życiu i niekoniecznie być zależna od faceta. Trochę znudziło mi się słuchanie w kółko, jak ktoś rzuca do mnie "moja ulubiona feministko!". No jakoś takie nudne to jest i trochę sprzeczne. Szkoda, że kobiety nie mówią o Was "mój ulubiony gentelmenie!", choć nie powiem, czasem się zdarza. Ideałów nie ma i tyle. Im szybciej się z tym oswoisz, tym lepiej dla Ciebie. Więc miał być to post z życia wzięty. Co u mnie? Nie wiem, od czego zacząć... To może od tego obecnego stanu. Leżę na moim wielkim łóżku i piszę ten post. Parę zdań, kilkanaście liter i w końcu kliknę Opublikuj. Leżę w koszuli o kilka rozmiarów za dużej, choć już dawno powinnam być ogarnięta i latać po mieście, aby załatwić parę spraw. Już dawno powinnam obliczyć ciągi arytmetyczne, które są zdecydowanie za nudne. Życie kręci się jak szalone. Ten tydzień był intensywny, codziennie coś mnie rozchwytywało. Ja naprawdę nie mam czasu po szkole, a jak mam to wieczorem. I w sumie to zazwyczaj wtedy powinnam coś innego robić. I robię, ale nie zawsze to co trzeba. Jednak jestem zdania, by robić to co użyteczne i co sprawia Ci radość. Ostatnio biegam za rzeczami, które są powierzchownie zbędne a jednak mają jakiś cel. Biegam szybko, a za mną zegar leci jak szalony. Potencjalnie nie mam największego luksusu XXI wieku. Minuty wydają się mijać za szybko, godziny to pstryknięcie palcami. Swój czas poświęcam wielu rzeczom, nawet niekoniecznie związanymi ze szkołą. Poza nią też jest życie i też są sprawy niedokończone, jak chociażby ta książka, która leży na regale od gorącego sierpnia. Przeczeka pewnie jeszcze zimny listopad i biały grudzień. Jak chociażby ci ludzie, którzy potrzebują uwagi. Wiecie jak wpływa przerwa od ludzi na człowieka energicznego, pełnego życia i werwy?  Podpowiem, że niezbyt pozytywnie. Jednak powiem też, że czasem potrzebuję takiej przerwy. Bo ile razy mogę słuchać tego samego, ile razy można znosić to głupie zachowanie. Nawet telewizji nie oglądam, bo jak włączą mi się Trudne sprawy albo obrady sejmu, to można negatywnego afektu dostać a w najlepszym wypadku poprawić sobie humor o pięć kresek. Ostatnio myślę co dalej. Jak i co z przyszłością, jak i co wybrać. Pójść na prawo czy... na lewo. Mam już osiemnaście lat i niedługo dziewiętnaście wskoczy mi na kark. Gdzie te lata mi uciekły? Gdzie jest lipiec sprzed sześciu lat? I mój krokodyl, którym straszyłam wszystkie dzieciaki na plaży... Głupie myślały, że jest prawdziwy. Dzisiaj już, jako dorosła kobieta, nie wystraszę nikogo dmuchanym aligatorem. Dzisiaj są rzeczy ważne i ważniejsze, i do mnie należy decyzja, próba podjęcia właściwej albo tej lepszej. Leżę w koszuli i dochodzi jedenasta, czasu mam mniej. Kliknę Opublikuj i pójdę się wyszykować, wyjdę z domu i zrobię co trzeba. Jestem ciekawa dzisiejszego dnia tak bardzo! Miłej soboty, kochani!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Na wszelkie pytania, sugestie odpowiadam pod postem.