In thoughts

Mam sto trzy znaki i melancholię

Łamiemy wszystkie zasady, jakie dla siebie ustanowiliśmy... Reagujemy furią, kiedy sprawy nie idą po naszej myśli... Szepczemy w ciemności naszym przyjaciołom sekrety... Szukamy pocieszenia wszędzie, gdzie się da. I mamy nadzieję wbrew całej logice, wbrew całemu doświadczeniu. Jak dzieci – nigdy nie tracimy nadziei.

Sama nie wiem, od czego zacząć... Ani za co chwycić. Mam sto trzy znaki i nie wiem, który nacisnąć. Wcisnę A, a zapewne mój mózg nie wymyśli niczego. Wybiorę H, ale przecież nie lubię tej litery. Dzięki Bogu, że polski alfabet ma tyle znaków! Wybawienie ludzkości XXI wieku... Ostatnio każdy mój dzień wygląda podobnie. Wkradła mi się melancholia i nie chce opuścić domu. Kiedy uda mi się od niej uciec, powraca jak bumerang -szybciej, uderza nawet mocniej. Codzienność przelatuje mi przez palce. Minuty umierają, jedna po drugiej. Światło. Zapala się, gaśnie. Doba po dobie. Poniedziałek za poniedziałkiem. Niedziela za kolejną nudną niedzielą.  Każdy dzień rządzi się swoimi prawami, które chętnie bym łamała. Mogłabym nie opuszczać łóżka, zaprzyjaźnić się z kocem. Kochać tylko kawę i dramaty. To okropne, co zima robi z człowiekiem. Łamiemy przez nią wszystkie zasady. Mamy sekrety. Szukamy pocieszenia bez rezultatów. I jak dzieci -nigdy nie tracimy nadziei.
Żeby było gorzej, oprócz tego wszystkiego złapał mnie katar, kilka godzin temu omało mnie nie rozłożyło na łopatki. Leżałam obok Niego totalnie bezużyteczna. Odwołałam wszystkie plany. I znowu coś nie wyszło przeze mnie. Czasami współczuję Mu siebie. Za to ja mam szczęście, On nigdy się nie odwraca do mnie plecami. Mam szczęście, bo mam Jego. I mimo tych wszystkich głupich nadziei, wszystkich ciemnych chmur, tracenia dni, przegrywania z życiem, ciemności furii, jest zawsze. Przynajmniej wtedy, kiedy może. A kiedy Go nie ma, są czekoladki. I łóżko. Koc. Dramat.

Related Articles

3 komentarzy:

  1. My za to niezwykle zgrani, historia prawie jak w dramacie romantycznym. Spotkali się ostatni raz w czasie ferii zimowych, przepełnieni miłością, szykując się na czterodniową tęsknotę. Walentynki spędziliśmy niemalże razem. W łóżku, choć każdy w swoim własnym. Rozłożyła nas choroba, przedłużając okres tęsknoty. Trochę smutne, ale jest w tym mimo wszystko odrobina magii ;)

    http://p-ann.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrowiej. :)
    Ehh, melancholia w pewnym momencie dopada każdego z nas. :/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...