30 listopada 2015

Szalenie beztroskie, trochę delikatniej

Doskonałość jest zimna i boi się zbliżenia. Na dniach wybrałam się na spacer o poranku, właściwie to nie było tak wcześnie, ale i tak wyszłam z domu. Ruszyłam się, nie mogłam wysiedzieć w czterech ścianach, nawet jeśli miałam chwilami nogi z waty. Byłam wtedy trochę chora i nie czułam się najlepiej, ale dłużej nie mogłam odpoczywać i gapić się w sufit. Wzięłam więc aparat, mojego towarzysza od dobrych trzech lat. Chwyciłam rękawiczki, narzuciłam płaszcz i odziałam się szalikiem. Szłam przed siebie w stronę lasu i wdychałam zimne powietrze. Ciężkie, bo czułam je w płucach i szorstkie, bo drażniło moje gardło. Migawka poszła w ruch. Gapa ze mnie! Znowu zapomniałam ustawić czułość iso. Ujęcia nie spodobały mi się w ogóle, wyszły nijak. Po chwili zrobiło mi się zimno. Wiatr wiał tego poranka bardzo, a ja nie wzięłam ze sobą czapki. Nie dbam o zdrowie można powiedzieć, ja nazywam to trochę delikatniej. Hartuję się. Co chwilę przejeżdżał obok jakiś samochód. Kilka lat temu tak nie było. Opuszczoną ulicę wypełniali ludzie, którzy wybierali się nad wodę w upalne lato. Pamiętam samą siebie, jak ją deptałam bladymi stopami z dużym dmuchanym krokodylem pod pachą. Nabierałam wszystkie dzieciaki nad zalewem, że on jest prawdziwy! Niektórzy byli naprawdę łatwowierni, jak to dzieci... Stojąc chwilę w miejscu, trzymając ten aparat, obserwowałam  barwne słońce i w pamięć uderzyło właśnie to wspomnienie. Wspomnienie lata szalenie beztroskiego, kiedy jako dziecko patrzyło się na świat zupełnie inaczej.

28 listopada 2015

Steeves Maples Syrup & Orion sweets

Czekolada czekoladą, ale ten syrop.. Mega zaskoczenie! Myślałam, że ojczym przywiezie mi masło orzechowe, kiedy dzwonił, że coś dla mnie ma. Ale nie ukrywam, że z syropu klonowego ucieszyłam się jak dziecko. W końcu go mam, pancakesy będą jak nic!
Zdecydowanie luuuubię takie niespodzianki ( :

27 listopada 2015

Tak sobie tylko gdybam...

Piątki zaczynam od ulubionego angielskiego, brnę przez matematykę i dwie godziny polskiego, zawsze nie mogę się doczekać przyrody -po prostu lubię te zajęcia, a nauczycielka również jest sympatycznie nastawiona do nas. Zaś niemiecki dłuży mi się i do tej pory nie mogę się przyzwyczaić, że wcisnęli go nam na ostatniej godzinie. Piątek! Nareszcie nadszedł, chociaż nie odczuwam tego weekendu tak bardzo. Może ze względu na to, że nie było mnie przez dwa dni w szkole. Musiałam wykurować swoje gardło i odpocząć. W sumie nie udało mi się nic z tego. Zmęczenie wyleczyłam spacerem i ogólnie cośtamrobieniem, a gardło... No gardło przestało boleć, ale głos zmienił mi się i brzmię teraz jeszcze dziwniej niż zazwyczaj. Jeśli w ogóle uda mi się coś z siebie wypowiedzieć. 
Tak czy inaczej mamy długo wyczekiwany piątek, nareszcie. U mnie zapowiada się on spokojnie i bez większych planów, nadal żyję remontami w moim domu i rozmarzam, aby się to jak najszybciej skończyło... Co do zdjęcia, nie, nie obcięłam włosów, jeszcze, hahah. Bo przyznam, że od jakiegoś czasu myślałam nad tym, ale, jak to często u mnie bywa, tak sobie tylko gdybam.
Miłego wieczoru, moi drodzy! (:

25 listopada 2015

Zielono mi! Pasta ze szpinakiem i kurczakiem

Lubię szybkie obiady, uwielbiam przeróżne makarony i zajadam się nimi praktycznie na co dzień. Dzisiaj, korzystając z wolnego czasu, przygotowałam coś, czego dawno nie próbowałam. Makaron z kurczakiem ze szpinakiem w sosie. Danie pyszne i apetyczne. Dlatego pomyślałam, że podzielę się z wami przepisem.

23 listopada 2015

Finezyjna i emocjonalna.


Hello mister, please to meet ya
Planuję wiele rzeczy, a nie wszystkie udaje mi się zrealizować. Do książki od historii zbieram się od września, ciężko mi to przychodzi. Lubię ten przedmiot, ale nie zawsze to co się lubi, jest beztroskie. Planuję spacer, ale jest za zimno. Dłonie mi zmarzną, dostanę gęsiej skórki. A rękawiczki to nie dłonie drugiej osoby. Planuję też zdjęcia, ale obawiam się, że wyjdą niepomyślnie, więc wolę uniknąć goryczy. Planuję tyle rzeczy, że na drugi dzień o nich zapominam.
Gonna hold ya, gonna kiss ya in my arms
Liczę ponadto czas według własnych proporcji. Totalnie zapomniałam, że mamy już ostatni tydzień listopada, a te wszystkie reklamy świąteczne gubią mnie jeszcze bardziej. Kto wymyślił, by puszczać Kevina w listopadzie? Uwielbiam ten film, ale to trochę bez wyobraźni. Ja swoją postaram się zasymilować, bo niedługo ważna data.
Gonna take ya away from harm
Ostatnio bywam też zmęczona, znośnie w godzinie siedemnastej, ale osiemnasta to już wysiadam. No dobra, nie ostatnio, ale dokładnie od niedzieli, może soboty. Remonty w domu sprawiają, że ja, perfekcjonistka, zaczynam nie znosić tego bałaganu, który na szczęście dzisiaj ogarnęłam, zwinęłam. I najchętniej bym go już nie widziała, ale czuję, że do ponownego spotkania dojdzie już niedługo. No i to gardło. Jak nie głowa to gardło. I kości. Mam nadzieję, że mnie nic nie rozłoży na łopatki.

I uwielbiam tę piosenkę, kiedyś słucham jej w kółko, i w kółko, aż w końcu dałam jej święty spokój. Finezyjna i emocjonalna.

*

20 listopada 2015

Nie raz się zgubisz, ale musisz się odnaleźć.

Jestem kobietą, mam 17 lat i niedługo, bo już w styczniu, będę pełnoletnia. Zaczęłam dzień tradycyjnie od kawy, bo to dla mnie największa przyjemność, na jaką jestem w stanie sobie pozwolić. A właściwie jedyna, która mnie cieszy. Mam siedemnaście lat, które minęły tak szybko, że aż trudno mi to dostrzec. Wszyscy mówią mi o przyszłości. Anonsują o studiach, pomijając maturę, którą najpierw muszę przecież zdać (a matematyka dosłownie doprowadza mnie do płaczu). Szkoła. Uniwersytet. Łódź. Warszawa. Albo od razu dajmy na to Meksyk, kto wie! No właśnie. Ja sama nie wiem. Zastanawiam się, kiedy przychodzi ten czas, że wiesz co chcesz robić? To znaczy, ja wiem, co bym chciała, ale skąd się wie, że to jest dla nas odpowiednie, że to faktycznie to? Skąd mamy pewność, że czerwony będzie lepszy od niebieskiego, że lepiej nic nie mówić niż powiedzieć za dużo, że lepiej pójść na lewo niż na prawo. Jak zarobić miliony dolarów albo chociaż tą najniższą krajową? Jak posklejać to, co dawno się rozsypało niekoniecznie z naszej winy, czy w ogóle jest taka powinność? Jak być szczęśliwym i pewnym, że postępuje się właściwie i zgodnie z zasadami moralnymi oraz prawnymi? Szczerze nigdy nie potrafiłam erudycyjnie odpowiedzieć na to ostatnie pytanie. Zawsze, co odpowiadałam innym, to "bądź szczęśliwą/y", "bycie szczęśliwym jest najwyższą wartością", "szczęście to wszystko, co Ci trzeba". Trochę epikurejskie poglądy. Ale zostaję przy tym nieustannie, może dlatego, że nie potrafię nic innego imaginować, a może przez to, że "szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli". Zrównoważenie sobie świata, znalezienie prawdziwej przyjemności życia to niełatwa sztuka. Ścieżka nie zawsze będzie równa i prosta, nie raz się potkniesz, ale musisz się podnieść. Nie raz się zgubisz, ale musisz się odnaleźć. Odnaleźć siebie i swoje miejsce w świecie, to prawdziwe źródło szczęścia. Mam siedemnaście lat i muszę znać swoje miejsce, znaleźć więcej siebie w sobie, potrzebuję się zgubić i odnaleźć. Bo na tym to wszystko chyba polega. Taki jest wszechświat, a Ty jesteś w nim.

19 listopada 2015

Milimetr kwadratowy w sercu

Osoby nam bliskie zawsze mają swój milimetr kwadratowy w naszych sercach. I zazwyczaj już tak to bywa, że nie potrafimy wyobrazić sobie bez nich życia, a ich utrata wiąże się z cierpieniem i trudem, przez który trzeba, bo innego wyjścia nie ma, przejść. Śmierć jest immanentna, na każdego przychodzi czas szybciej lub później, proces żałobny bywa monumentalny i kulawy. Faza straty osoby, która wciąż żyje bywa bardziej szmirowata, boląca i niełatwa. Diagnoza zakończenia znajomości jest czymś świeżym i potrzebujemy czasu na oswojenie się z zaistniałą sytuacją. Stracenie bliskiej osoby w sposób aberracyjny niż agonia równa się ze smutkiem, depresją i zazwyczaj z zagubieniem. Ważne jest, aby nie maskować swoich uczuć i nie chować się przed resztą świata. Choć ja zrobiłam zupełnie na przeciw. Płacz, rozczarowanie, cierpienie, wszechogarniający smutek i nostalgia to czas, kiedy to wszystko jest normalne. To właśnie ten czas, kiedy zdobywasz doświadczenie i na własnej skórze testujesz "co Cię nie zabije, to Cię wzmocni". Nie należy się bać tego, co nieuniknione. Ani dusić w sobie wszystkich żali. Czas przeleci, a skaleczenia się zagoją. Mizernie, kiedy osoba, która od Ciebie się odwróciła, powróci z pół otwartymi ramionami i będzie zachowywać się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Wtedy to już cholera może trafić człowieka (o ile jesteś z tych typów ludzi) albo co najmniej zgorzkniałość. 

14 listopada 2015

Preparations

Jestem miłośniczką spotkań i imprez rodzinnych, kiedy to wszyscy spotykamy się, rozmawiamy, śmiejemy się i częstujemy dobrym jedzeniem. Ostatnio jednak straciłam ochotę na jakiekolwiek imprezowanie, a ostatnie przyjęcie widziałam momentami przez łzy. Ale chyba były tego jakieś powody... Tak czy inaczej nigdy nie miałam w zwyczaju odliczanie do takich imprez. Dzisiaj jednak staram się rozłożyć swój harmonogram dnia w miarę sensownie, mając nadzieję, że na spokojnie się wyrobię na wieczór. Wspólnie ze znajomymi (i tak trochę nieznajomym) mamy dzisiejszej nocy połowinki! Ustaliliśmy je jakiś czas temu, moi koledzy i koleżanki byli chętni na to wydarzenie chyba już od początków liceum. Taka impreza została zorganizowana z naszej inicjatywy i mam nadzieję, że będzie tak fajnie, jak to było na wieczorku gimnazjalnym. 
Powoli przygotowuję się, nie stresuję, bo niby czym... To tylko (albo aż) połowniki :)
Udanej soboty nam wszystkim!

6 listopada 2015

Uzewnętrzniam się

Aaapsik! O kurczę, kichnęło mi się. Mięśnie mnie bolą, to chyba po ostatnich ćwiczeniach. Głowa mnie boli zawsze wieczorami, to chyba od tej jesiennej chandry. Niedobrze mi, to chyba od, nie, nie wiem od czego, mniejsza. Serce mnie boli, to już chyba tęsknota. Kichnięcie zmotywowało mnie do napisania tego postu, w końcu... Tyle czasu nic nie napisałam, że aż wstyd! Wybaczcie i odpuście, wiem, że zawiodłam po raz kolejny. Człowiek już taki jest, beznadziejny i wspaniały za razem. Mamy swoje słabości i wady. Ja starałam się, z całych sił starałam się napisać cokolwiek sensownego. I po tych dwunastu dniach udało mi się! To już coś. Zawsze się staram, jeśli tylko chcę. I zazwyczaj udaje mi się osiągnąć cel. No dzisiaj mi się akurat nie udało, zawaliłam matematykę. Funkcje mnie udu.. to znaczy, funkcje mnie pokonały. Nienawidzę funkcji. Nienawidzę zaniedbywać bloga, naprawdę nie jest to przyjemne. W dodatku te mięśnie i ta głowa. W środku, we mnie, panuje spokój, wulkan śpi. I na zewnątrz chyba robi się podobnie. Jestem tu rzadziej, rzadziej znajduję pozytywne strony i rzadziej się uśmiecham. Wszystko jest rzadziej i czasem. Uzewnętrzniam się. Nie miejcie mi za złe, że właśnie tutaj. Zamierzam trochę się spiąć i wziąć do roboty. Zakaszę rękawy i postaram się być systematyczniejszą, obiecanki cacanki. Człowiek już taki jest, lubi obiecywać.
Mam nadzieję, że ten weekend będzie dobry. Tymczasem muszę odpocząć, poleżeć dalej, bo przecież samym leżeniem też się można zmęczyć! Czekam, aż mój ojczym wróci do domu z trasy, podobno ma coś dla mnie słodkiego. Oby to było coś naprawdę dobrego:)