.

19 listopada 2015

Milimetr kwadratowy w sercu

Osoby nam bliskie zawsze mają swój milimetr kwadratowy w naszych sercach. I zazwyczaj już tak to bywa, że nie potrafimy wyobrazić sobie bez nich życia, a ich utrata wiąże się z cierpieniem i trudem, przez który trzeba, bo innego wyjścia nie ma, przejść. Śmierć jest immanentna, na każdego przychodzi czas szybciej lub później, proces żałobny bywa monumentalny i kulawy. Faza straty osoby, która wciąż żyje bywa bardziej szmirowata, boląca i niełatwa. Diagnoza zakończenia znajomości jest czymś świeżym i potrzebujemy czasu na oswojenie się z zaistniałą sytuacją. Stracenie bliskiej osoby w sposób aberracyjny niż agonia równa się ze smutkiem, depresją i zazwyczaj z zagubieniem. Ważne jest, aby nie maskować swoich uczuć i nie chować się przed resztą świata. Choć ja zrobiłam zupełnie na przeciw. Płacz, rozczarowanie, cierpienie, wszechogarniający smutek i nostalgia to czas, kiedy to wszystko jest normalne. To właśnie ten czas, kiedy zdobywasz doświadczenie i na własnej skórze testujesz "co Cię nie zabije, to Cię wzmocni". Nie należy się bać tego, co nieuniknione. Ani dusić w sobie wszystkich żali. Czas przeleci, a skaleczenia się zagoją. Mizernie, kiedy osoba, która od Ciebie się odwróciła, powróci z pół otwartymi ramionami i będzie zachowywać się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Wtedy to już cholera może trafić człowieka (o ile jesteś z tych typów ludzi) albo co najmniej zgorzkniałość. 

1 komentarz:

Dziękuję za komentarz. Na wszelkie pytania, sugestie odpowiadam pod postem.