26 kwietnia 2015

Teoretycznie

Ten weekend minął mi zdecydowanie za szybko. Piątek zleciał w mgnieniu oka. Pierwszy piątek, w którym odpuściłam trening... Ostry ból gardła wygrał sprawę, ale został mi chociaż spacer. Sobota w rozjazdach, bardzo miły i ciepły dzień. Dzięki lekom czułam się już lepiej, więc razem z rodzicami pojechaliśmy w kilka miejsc. Zwiedziliśmy samochodem trochę mniej znanych mi zakątków Łodzi. Odwiedziliśmy kilka sklepów, gdzie znudziło mnie trochę chodzenie między regałami z kwiatami i innymi pierdółkami ogrodniczymi. Moja mama nie mogła się zdecydować na te różne krzaczki, wiecie, jak to jest kiedy wybieracie się na zakupy z rodzicem i on sam nie wie, czego chce. Castorama, Obi - dla mnie brzmi to trochę nudno. Ale żebym nie była pokrzywdzona, wybraliśmy się też do Ikei. Uwielbiam to miejsce! I cieszy mnie chyba bardziej niż niejedna galeria handlowa. Spędziliśmy tam trochę czasu, tracąc kolejne minuty na przeglądaniu różnych rzeczy, gadaniu, śmianiu się. Razem z Piotrkiem znaleźliśmy szklaną butelkę i stwierdziliśmy, że będzie idealna na mleko, haha. Znalazłam też kubek w kwiatki, który wyglądem przypomina trochę dużą filiżankę, ale nieważne... Kolejny do kolekcji. Zmęczeni w końcu udaliśmy się w stronę domu, słuchaliśmy ulubionych piosenek, Popek i takie klimaty. Brzmi zabawnie, może nawet trochę nierealnie, ale lubię słuchać czegoś takiego, jak jedziemy razem. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze na chwilę do dziadków, gdzie zjechała się rodzina. Więc wyobraźcie sobie, jak nagle kuchnia babci zrobiła się za mała dla nas wszystkich. Ledwo można było się przemieszczać, a wiecie... po całym dniu byłam głodna trochę, więc szukałam tego, co najsmaczniejsze, hahah. Dzisiejszy dzień za to minął mi jeszcze szybciej, przyjemniej. Pogoda zapowiadała się nie za fajnie, ale mimo tego było wciąż ciepło. Później nawet się przejaśniło.
Jak to jest, że weekendy tak szybko przelatują nam przez palce? Jutro poniedziałek, a ja, mimo jakiegoś dziwnego zmęczenia, mam pozytywne nastawienie. I nie mogę się już doczekać tego dnia, dziwne. Kolejną pocieszającą mnie myślą jest fakt, że to tylko cztery dni nauki i zaczynają się nieszczęsne matury, a dla mnie odpoczynek od zajęć. Teoretycznie, bo może do książek będę musiała zajrzeć. Stresuję się trochę tymi egzaminami, mój chłopak i przyjaciółka będą do nich przystępować. Wiem jednak, że dadzą sobie radę i wciąż ich o tych przekonuję. Będę za nich, jak i za resztę maturzystów, mocno trzymać kciuki! 
Tymczasem ja zmykam, życzę wam udanego tygodnia i dobranoc!

1 komentarz:

  1. Ja weekend spedzilam w domu ale nie narzekam bo bylo bardzo fajnie :) spedzanie pol dnia na tarasie i malowanie sztachet na grodzenie :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Na wszelkie pytania, sugestie odpowiadam pod postem.